W ówczesnych latach wnętrza
Timon i Pumba |Typy |przynęty
„W ówczesnych latach wnętrza taksówek przegradzane bywały ruchomą szklaną przegródką. Wachicki zauważył, że kapitan tę przegródkę teraz zasunął. Zatem ich rozmowy kierowca nie mógł słyszeć. Mocna ręka opadła Leonowi na ramię. Uczuł, że panama zsunęła mu się na czoło... O... o...!
— Co panu mówił podpułkownik Sobiczyn — posłyszał pytanie. Było zadane tonem nieprzyjemnym i wcale ostrym.
Uczucie obrazy, dotkniętej godności, poruszyło się w Wachickim, lecz zaraz osłabło, przywalone zwałami pijackiej obojętności, mrokiem oparów Baczewskiego i zlepiającą powieki sennością. Resory taksówki, przypominając łóżko, kołysały go do snu. Zrobił wysiłek i walcząc z kawałkiem obcego przedmiotu, jaki zamiast języka wciąż czuł w jamie ustnej, wyrzekł
— Jaa...aki So...Sobiczyn...
— A ten ułan, z którym pan rozmawiał przy parapecie! — posłyszał ściszone, ale bardzo nieprzyjazne krzyknięcie. I ręka znów potrząsnęła jego ramieniem.
Co mi jest dlaczego nie reaguję mignęło mu w mózgu. Natomiast tuż przed sobą zobaczył jarzący się srebrem krawat. I wtem przypomniał sobie coś zaiście przejmującego. Szło wszak o mundur polski! Ktoś w tym mundurze oświadczył mu niemal z pianą na wargach, że nienawidzi Polaków. Przecie trzeba to jakoś wyjaśnić, trzeba żeby... Nie dokończył. Bo oto przed nim zamiast krawata zamajaczyło w wyobraźni zdjęcie fotograficzne zdobiące jedno z tłumaczeń dzieł Conrada. Twarz starszego już pana, z przystrzyżoną siwiejącą brodą i z trochę nawisłymi powiekami. Twarz dawniejszego dowódcy pewnego żaglowca. Czego znów chciał od niego, i to właśnie w tej nieprzyjemnej, wstrętnej chwili, gdy cudza ręka w niewłaściwy sposób leżała na jego ramieniu.“(3)
przepisy kulinarne dla dzieci |katalog |zarty
„W ówczesnych latach wnętrza taksówek przegradzane bywały ruchomą szklaną przegródką. Wachicki zauważył, że kapitan tę przegródkę teraz zasunął. Zatem ich rozmowy kierowca nie mógł słyszeć. Mocna ręka opadła Leonowi na ramię. Uczuł, że panama zsunęła mu się na czoło... O... o...!
— Co panu mówił podpułkownik Sobiczyn — posłyszał pytanie. Było zadane tonem nieprzyjemnym i wcale ostrym.
Uczucie obrazy, dotkniętej godności, poruszyło się w Wachickim, lecz zaraz osłabło, przywalone zwałami pijackiej obojętności, mrokiem oparów Baczewskiego i zlepiającą powieki sennością. Resory taksówki, przypominając łóżko, kołysały go do snu. Zrobił wysiłek i walcząc z kawałkiem obcego przedmiotu, jaki zamiast języka wciąż czuł w jamie ustnej, wyrzekł
— Jaa...aki So...Sobiczyn...
— A ten ułan, z którym pan rozmawiał przy parapecie! — posłyszał ściszone, ale bardzo nieprzyjazne krzyknięcie. I ręka znów potrząsnęła jego ramieniem.
Co mi jest dlaczego nie reaguję mignęło mu w mózgu. Natomiast tuż przed sobą zobaczył jarzący się srebrem krawat. I wtem przypomniał sobie coś zaiście przejmującego. Szło wszak o mundur polski! Ktoś w tym mundurze oświadczył mu niemal z pianą na wargach, że nienawidzi Polaków. Przecie trzeba to jakoś wyjaśnić, trzeba żeby... Nie dokończył. Bo oto przed nim zamiast krawata zamajaczyło w wyobraźni zdjęcie fotograficzne zdobiące jedno z tłumaczeń dzieł Conrada. Twarz starszego już pana, z przystrzyżoną siwiejącą brodą i z trochę nawisłymi powiekami. Twarz dawniejszego dowódcy pewnego żaglowca. Czego znów chciał od niego, i to właśnie w tej nieprzyjemnej, wstrętnej chwili, gdy cudza ręka w niewłaściwy sposób leżała na jego ramieniu.“(3)
przepisy kulinarne dla dzieci |katalog |zarty